|
Gościmy |
|
Odwiedza nas 3 gości
|
|
|
I Dzień Skupienia Muzyków (8.11.2008) |
|
|
Napisał(a): Ania Perucka
|
|
2008-11-12 |
Odbył się na terenie sopockiej parafii NMP Gwiazdy Morza tego roku. Inauguracja nowej imprezy minęła w niezwykłej atmosferze.:) Charakter więc tamtego sobotniego dnia skłaniał do różnych refleksji, i na parę z nich pozwolę sobie (a myślę, że warto) się wypowiedzieć. :)
O godz. 10:00 spotkaliśmy się wszyscy w domku eksplorowanym przez parafię NMP Gwiazdy Morza na ul. Chopina w Sopocie: Szkoła Nowej Ewangelizacji (SNE), wspólnota Światło Chrystusa i wspólnota Emaus z Sopotu, muzycy i inne muzyczne wspólnoty z Trójmiasta i spoza niego oraz my, Effatha (w dość kameralnym składzie). :)
Dziwnym trafem, (jako że „walczyliśmy z anonimowością”) przy prezentacji „drużyn” nie zostaliśmy głośno wyczytani. Na szczęście, Mariusz w dobrym czasie zaanonsował również o naszym przybyciu. :) Na dodatek wzbudziliśmy zainteresowanie nazwą naszego zespołu (Effatha czyli „Otwórz się” /cyt. z Pisma Św./, to również nazwa jednej ze wspólnot znajdujących się w Sopocie.)
Spotkanie muzyków rozpoczęło się muzyką. ;) Dokonaliśmy pewnego podziału: na śpiew w tle modlitwy i innych części (czyli ważny ale nie priorytetowy) oraz na śpiew z głównym elementem śpiewu (tzn. śpiew w samym sobie). W każdym razie, śpiewaliśmy większy kawał czasu, może z pominięciem adoracji Pana Jezusa, podczas której nawet my, muzycy-nie-muzycy musieliśmy zamilknąć. Najważniejszymi uczestnikami, można powiedzieć, była diakonia z sąsiedniej parafii w Sopocie. To dzięki niej trzymaliśmy dobre tony i stroje.
Okazało się, że można przez 6 godzin śpiewać, grac i wcale się nie nudzić. Gdy diakonia angażowała się z całych sił, pozostali skupiali się nad tym co najważniejsze, czyli na modlitwie, tej w grupie i indywidualnej. Poznaliśmy czym jest modlitwa, jakie są jej rodzaje, dowiedzieliśmy się również, że „najmilsza Bogu” jest modlitwa uwielbienia, która zresztą stała się mottem naszego tegorocznego dnia skupienia.
Bo uwielbienie jest bez zobowiązań. Dzięki uwielbieniu można nawet „coś” zyskać (np. łaskę), doznać pewnego „oświecenia” czy „olśnienia” w jakiejś dotąd niejasnej sprawie. Do tego typu słów jak dotąd, odnosiłam się dość sceptycznie, bo kojarzyły mi się one ze sceną, gdy średniowieczny św. Augustyn doznaje iluminacji (światła bożego), po czym z dnia na dzień porzuca swoją żonę i wiedzie żebracze życie ascety. Zawsze odnosiłam wrażenie, że to mocno oderwane od rzeczywistości. Dzisiaj zdałam sobie sprawę z innego wymiaru tej legendy. Chodzi o to, że w modlitwie uwielbienia chrześcijanin jest prosty w formie i przez to prawdziwszy, a w zamian Bóg czyni po prostu ogromne cuda. :)
Odkrywanie na nowo znaczenia Eucharystii i uwielbiania Boga, oraz apel do utrzymywania z Bogiem jakiegokolwiek „kontaktu”. W jednym ze świadectw członka diakonii (ks. Mateusza Warmijaka) usłyszałam poruszające słowa, że nie tak ważne jest by z Bogiem wchodzić w maksymalnie głębokie relacje, lecz ważniejsze jest, gdy człowiek wykazuje wolę, by mimo wszystko godzić się na obecność Boga „w tym samym pokoju”. :)
Tematowi uwielbienia poświęcił czas ks. Piotr Mazur. Czytał listy osób świadczących o bożych cudach w ich życiu, opowiedział o swoim powołaniu i wyznaczył wszystkim uczestnikom dnia skupienia pewne ciekawe zadanie: każdy miał zapisać na kartce przymioty, które uważał za swoje talenty. Zadanie teoretycznie proste, w praktyce okazało się dla mnie osobiście wybitnie trudne: po skończeniu (przy akompaniamencie gitar i keyboardu) musieliśmy wymówić na głos całą treść. Nie trzeba było krzyczeć, i mówić według kolejności osób, wszyscy odzywali się naraz: i mimo tego, to wcale nie było takie proste! :)
Do obiadu pozostało trochę czasu, i chociaż czuliśmy już jego zapachy na korytarzu, zostaliśmy zmotywowani do jeszcze pewnych modlitw. Pierwsza była dość zjawiskowa: Wojciech Kruk z diakonii zalecił by, przy bliżej nieokreślonych dźwiękach (bum, bam, bum, itp.) przypominających mruczenie, rozluźnić ciało i tańczyć w sposób, który odpowiada poszczególnemu delikwentowi. Tak więc, był taniec dziki i nieokiełznany, było również zwykłe kołysanie się na boki, niektórzy też w ogóle się nie ruszali albo ruszali tylko jedną częścią ciała, np. głową, ręką lub nogą. Nieco później wyciszyliśmy się i każdy mógł zacytować z Pisma Św. co akurat przyszło mu w danej chwili na myśl. Wrażenia z tego były i nadal są niesamowite.
W końcu zjedliśmy długo wyczekiwany obiad. Nie zabrakło też trochę ruchu na świeżym powietrzu. Niestety spacer nad morze zakończył się przedwcześnie: nim doszliśmy do mola musieliśmy wracać, a zabrakło do niego może 40m; w ogóle czas jakoś przyspieszył swój bieg. Niewiele już pozostało nam wrażeń tego dnia. Zbliżała się godz.16:00, gdy wszyscy pożegnaliśmy się i i opuściliśmy ul. Chopina.
Mimo, że dzień skupienia był jak dla mnie zbyt krótki, gdyż wiele razem można by było jeszcze porobić we wspólnocie, jestem przekonana, że ta sobota w Sopocie pozostanie jedną z milszych akcentów naszych zespołowych wojaży. :)
|
|